Moje wakacje w Szwajcarii

Witam Cię serdecznie w podcaście Swojski Język Polski. Regularne oswajanie się z językiem mówionym pozwoli Ci nauczyć się polskiego w sposób naturalny i automatyczny. Wkrótce sam będziesz mówił płynnie w języku polskim. Miłego słuchania!

Hej! Już dawno nie nagrywałam podcastu. No cóż, chyba lato rozleniwia. Mam nadzieję, że w czasie kiedy nie publikowałam nowych odcinków, przesłuchałeś lub przesłuchałaś poprzednie odcinki, np. odcinek o tym jak Polacy spędzają wakacje albo o tym jak znaleźć pracę w Polsce,

Dzisiaj opowiem Ci o moim wyjeździe wakacyjnym. Zanim zacznę, przypominam, że transkrypcję tego odcinka znajdziesz na stronie swojskijezykpolski.com w zakładce Wszystkie odcinki. Jeśli jesteś stałym słuchaczem lub stałą słuchaczką podcastu, to zachęcam Cię również do wsparcia finansowego podcastu. Szczegóły znajdziesz w zakładce Wsparcie finansowe podcastu.

I to już koniec krótkiej dygresji. Zaczynam opowiadać o moim wakacyjnym wyjeździe za granicę.

Pod koniec maja i na początku czerwca byłam w Szwajcarii oraz we Włoszech

Na początku zwiedziłam Lugano. Jest to największe miasto we włoskojęzycznym kantonie Ticino, położone na południu Szwajcarii. Jak podaje Wikipedia, miasto Lugano jest malowniczo położone na południu od głównego grzebienia Alp Szwajcarskich u ujścia strumienia rzeki Casserate do jeziora Lugano, na jego zachodnim brzegu (źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Lugano).

Lugano zachwyciło mnie swoimi widokami jak z pocztówki. Piękne duże jezioro otoczone górami, palmy, kaktusy, jaszczurki na skałach… Nie spodziewałam się takiej tropikalnej aury w Szwajcarii. Ten kraj zawsze kojarzył mi się raczej ze śniegiem i nartami. 

Najwspanialsze w Lugano było to, że nie było tam tłumów. Byłam zaskoczona, bo jest to typowo turystyczne miejsce. Jak sprawdziłam po powrocie do domu, większość szwajcarskich kantonów rozpoczyna wakacje letnie dopiero w lipcu, więc może dzięki temu pod koniec maja w Lugano było naprawdę spokojnie i przyjemnie. 

W Lugano miałam okazję płynąć statkiem po jeziorze Lugano oraz wjechać kolejką na góry San Salvatore, Monte Brè oraz Pilatus. Sam wjazd i zjazd kolejką był dla mnie atrakcją. Podziwiałam piękne widoki i wdychałam górskie powietrze.

Jako Polka byłam zaskoczona tym, że restauracje w Szwajcarii nie serwują posiłków przez całe popołudnie. Dwa razy kiedy koło 14:00 głodna i zmęczona chciałam zamówić coś w restauracji usłyszałam komunikat “kitchen is closed”, a na otwarcie trzeba by było czekać aż do 18:00. Na początku nie mogłam się temu nadziwić, w Polsce możesz liczyć na ciepły posiłek w restauracjach niemal o każdej porze dnia. Może gdyby mój pobyt w Szwajcarii był dłuższy, to w końcu bym się przyzwyczaiła i pamiętała, żeby zjeść wcześniej.

Po 2 dniach w Lugano, pojechałam pociągiem do Mediolanu. Tam spędziłam większość czasu na zwiedzaniu słynnej katedry. Na szczęście bilety na dach katedry oraz do wnętrza katedry kupiłam dzień wcześniej przez Internet, bo już od rana była spora kolejka do kasy. Po południu padało, więc poszłam do cukierni, wypiłam herbatę i zjadłam ciastko. 

Szczerze mówiąc Mediolan nie zrobił na mnie wrażenia, wolę takie malownicze miasteczka jak Lugano niż duże europejskie miasta. 

Co ciekawe, podczas gdy w Szwajcarii zniesiono obowiązek noszenia maseczek w transporcie publicznym, to we Włoszech nadal pasażerowie są proszeni o noszenie maseczek w pociągu, metrze, autobusach, itd.

Kiedy więc jechałam pociągiem z Lugano do Mediolanu, to w pociągu po pewnym czasie usłyszałam komunikat, że należy założyć maseczki. Jest to mało sensowne, ale to samo było w drodze powrotnej. Wracając z Mediolanu w pewnym momencie wiedziałam, że przejechaliśmy już szwajcarską granicę i po prostu zdjęłam maskę. A jechałam tym samym pociągiem, z tymi samymi pasażerami, po prostu zmienił się kraj, w którym się znajdowaliśmy.

Kolejnym miastem, które zwiedziłam była Lucerna, położona w niemieckojęzycznym kantonie Szwajcarii, na zachodnim brzegu Jeziora Czterech Kantonów. Tam zrobiłam sobie zdjęcie na słynnym Moście przy kaplicy, najstarszym drewnianym moście w Europie. Dotarłam też do Lwa Lucerny, czyli do pomnika upamiętniającego szwajcarskich gwardzistów. Co ciekawe, projektantem pomnika okazał się pewien duński rzeźbiarz, który jest też autorem pomnika Mikołaja Kopernika w Warszawie.

W Lucernie zjadłam też pyszną pizzę. 

Z Lucerny pojechałam pociągiem do Zurychu. Przyznam, że dopiero przygotowując ten odcinek zorientowałam się, że Zurych nie jest stolicą Szwajcarii 😉 A wiesz co nią jest? Otóż okazuje się, że Szwajcaria nie ma oficjalnej stolicy, aby nie faworyzować żadnego z kantonów. Natomiast siedziba rządu znajduje się w Bernie, w kantonie o tej samej nazwie, więc Berno często uznawane jest za nieoficjalną stolicę Szwajcarii

Wracając do mojego pobytu w Zurychu – w jednym z kościołów, które zwiedzałam trafiłam na wspaniały koncert chóru. Poszłam też na spacer nad Jezioro Zuryskie. To była niedziela niehandlowa, więc nie zwiedziłam żadnych sklepów, ale nie potrzebowałam. 

Podsumowując mój wyjazd, najbardziej podobało mi się w Lugano, oraz ogromną atrakcją był dla mnie zjazd kolejką z góry Pilatus. W przyszłości chciałabym też zwiedzić francuskojęzyczną część Szwajcarii,  bo w końcu to języka francuskiego się uczę.

A jak Tobie idzie nauka języka polskiego? Pamiętaj, że możesz zapisać się na indywidualne konwersacje online ze mną. Szczegóły na swojskijezykpolski.com w zakładce Konwersacje po polsku.

I to już wszystko na dzisiaj. Daj znać w komentarzu na Facebooku, Instagramie lub YouTubie jakie masz plany wakacyjne! Niekoniecznie musi to być wyjazd za granicę. Może planujesz piknik w parku, albo przeczytanie dobrej książki? Jak zawsze jestem ciekawa co u Ciebie słychać. Poćwicz pisanie po polsku i napisz do mnie. Trzymaj się ciepło i do usłyszenia!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.