Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma

Cześć! Witam Cię gorąco w ten marcowy dzień! Jak się dziś czujesz? Czy jesteś zadowolony lub zadowolona z dzisiejszego dnia? Czy cieszysz się z tego kim jesteś, jacy ludzie są wokół Ciebie, czy cieszy Cię Twoja praca lub zainteresowania? Czy cieszysz się z tego, że masz możliwość słuchać podcastów, pójść na spacer, wziąć ciepły prysznic? 

Zadaję Ci te pytania, bo dzisiejszy odcinek będzie odcinkiem szczególnym. Dzisiejszy odcinek będzie zainspirowany moimi osobistymi przemyśleniami na temat mojego życia i mojej tendencji do porównywania się z innymi ludźmi oraz niedoceniania tego, co mam i gdzie jestem w danej chwili.

Myślę, że nie tylko mnie dotyczy ten problem, dlatego właśnie postanowiłam podzielić się z Tobą moimi przemyśleniami i chętnie dowiem się, jakie jest Twoje zdanie na ten temat.. 

Ale zacznijmy od początku. Jak zapewne wiesz z poprzednich odcinków, uczę się języka francuskiego. Postanowiłam więc ostatnio obejrzeć serial na Netflixie pod tytułem Emily w Paryżu, w oryginale Emily in Paris. Serial opowiada o przygodach młodej Amerykanki Emily, która przyjeżdża do Paryża jako menedżerka w firmie marketingowej. Emily w Paryżu jest lekkim, poprawiającym humor serialem. Przedstawia Paryż jako idealne, romantyczne miasto. Emily, z powodu braku znajomości francuskiego, na początku czuje się zagubiona i samotna, jednak dzięki swojej otwartej i przyjacielskiej naturze bardzo szybko nawiązuje nowe znajomości i romanse. Jej życie, mimo różnych wyzwań i perypetii, wydaje się pełne przygód i radości. 

No właśnie, wydaje się

Przecież wszystkie nudne sceny z Emily zgarbioną w biurze przy komputerze, zmęczoną i zagubioną w brudnym i zatłoczonym metrze, czy przypalającą obiad zostały w serialu pominięte. I mimo że wiem, że to tylko serial, to po skończeniu całego sezonu, zorientowałam się, że jestem w kiepskim nastroju. Czemu? Bo moje życie nie wygląda tak jak życie serialowej Emily. Nie tryskam energią i dobrym humorem cały dzień. W drodze do pracy nie kupuję sobie bukietu róż, nie poznaję codziennie nowych, inspirujących osób. Nie chodzę ulicami swojego miasta w perfekcyjnym makijażu i drogim płaszczu. No i nie szkolę francuskiego w stolicy miłości.

Moja pierwsza myśl po obejrzeniu serialu? Chciałabym przeprowadzić się do Paryża. Ale czy wtedy nastrój by mi się poprawił? Może na parę tygodni tak. Cieszyłabym się z możliwości poznania lepiej tego miasta, poznania Francuzów i bliższego zapoznania się z ich kulturą. Jednak szybko przyzwyczaiłabym się do widoku wieży Eiffela, czy uroczych kawiarenek. Skąd to wiem? Z własnego doświadczenia. 

Kilka lat temu marzyłam o przeprowadzce do ciepłego kraju. Mieszkając w Polsce, narzekałam na ponurą aurę w okresie jesienno-zimowym. Wyobrażałam sobie jak wspaniale byłoby żyć w kraju, w którym cały rok jest ciepło i słonecznie. Najbardziej chciałam polecieć na Hawaje, ale w końcu udało mi się znaleźć pracę tymczasową na Majorce, czyli jednej z hiszpańskich wysp. Bliżej i taniej niż Hawaje, a pogoda i natura też piękne, więc niewiele myśląc zdecydowałam się na wyjazd. Na początku byłam zachwycona, palmy, plaża, błękitna woda. Małe, turystyczne miasteczko. Jednak po około 2 tygodniach przyzwyczaiłam się do pięknej pogody i fantastycznej fauny i flory. Zaczęło mi przeszkadzać, że muszę czekać do godziny 21:00, żeby pójść na spacer i nie wrócić cała zlana potem lub z bólem głowy od słońca. Gdy wstawałam rano, wyglądałam za okno bez entuzjazmu, bo wiedziałam, że za oknem będzie słońce. Nic nowego, żadnego odstępstwa od normy, chmur, deszczu, wiatru, nie wspominając o śniegu. Powietrze było ciężkie, duszne. W urokliwej miejscowości, w której mieszkałam nie było też zbyt transportu publicznego, ani muzeów czy teatrów. Zatęskniłam za dużym miastem i jego atrakcjami oraz za metrem. Sama praca, czyli opieka nad dziećmi, też przestała mi się podobać. Dzieci słabo mówiły po angielsku, dużo się kłóciły, a ja nie rozumiałam ani słowa po hiszpańsku.

Po miesiącu pobytu wróciłam do Polski. To było latem, więc w Polsce powitało* mnie słońce i lekki wiaterek. Wreszcie mogłam oddychać pełną piersią, chodzić na spacery bez tego uczucia duchoty i zmęczenia. 

Od tego czasu nie narzekam już tyle na polską pogodę. Doceniam zmieniające się pory roku, oraz to, że codziennie za oknem czeka mnie inny widok nieba. Wiem już, że tak jak wielu z nas, szybko przyzwyczajam się do tego, co dobre i zaczynam dostrzegać niedoskonałości. To od każdego z nas zależy więc, czy skupimy się na tym, co pozytywne i czy będziemy pielęgnować w sobie poczucie wdzięczności za to gdzie i kim jesteśmy już teraz. Wiem już też, że do szczęścia nie jest potrzebna mi przeprowadzka do ciepłego kraju, lub do takiego miasta jak Paryż. Jak mówi polskie powiedzenie “Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Często wydaje nam się, że będziemy szczęśliwsi jeśli tylko zmienimy miejsce zamieszkania, pracę lub partnera. Mnie też to poczucie wtedy złapało. Mieszkając w Polsce, marzyłam o życiu w ciepłym kraju. Mieszkając w ciepłym kraju, marzyłam o powrocie do Polski. 

Z angielskiego mówimy też czasem, że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Jednak, moim zdaniem, to od nas zależy, czy, i jak podlewamy trawę w naszym prywatnym ogródku

Tobie też życzę, żebyś podlewał swoją trawę i wzmacniał lub wzmacniała w sobie poczucie wewnętrznego spokoju i radości z życia takie jakie jest w chwili obecnej. Bez porównywania się z innymi i zazdroszczenia im tego przysłowiowego trawnika, który wydaje się bardziej zielony np. w ich postach na social mediach. 

Być może marzysz o przyjeździe do Warszawy lub innego polskiego miasta i myślisz sobie, że tylko wtedy znajdziesz prawdziwe szczęście. Oczywiście warto jest mieć plany i marzenia, a cel zamieszkania w Polsce może świetnie motywować do nauki języka polskiego. Jednak nie warto jest czekać na przeprowadzkę, żeby poczuć się szczęśliwym i zadowolonym z życia. 

Coraz więcej mówi się o tym, że szczęście to podróż, a nie cel podróży, i ja się z tym całkowicie zgadzam. Doceńmy więc to gdzie jesteśmy obecnie w naszej podróży przez życie i pamiętajmy w chwilach zwątpienia, że poczucie “wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” jest złudne. Dlatego warto praktykować wdzięczność oraz powtarzać pozytywne afirmacje. Myślę, że temat afirmacji jest na tyle ciekawy i szeroki, że nagram o nim osobny odcinek. 

Tymczasem zachęcam Cię do zapoznania się z transkrypcją odcinka na swojskijezykpolski.com/transkrypcje oraz zostawienia komentarza pod transkrypcją, lub na Facebooku lub Instagramie. Koniecznie daj znać, czy zgadzasz się z moimi przemyśleniami, czy masz podobne doświadczenia, a może zupełnie inne? Chętnie poznam każdą opinię, nawet jeśli jest zupełnie inna od mojej. Jeśli jeszcze nie słuchałeś lub nie słuchałaś poprzednich odcinków, to zachęcam Cię do nadrobienia zaległości. Możesz posłuchać między innymi o znanych Polkach lub znanych Polakach, albo o tym, dlaczego warto uczyć się języka polskiego. Po więcej informacji zapraszam jak zawsze na stronę swojskijezykpolski.com. To wszystko na dziś. Trzymaj się ciepło i do usłyszenia!

*Powinnam była powiedzieć “powitały mnie słońce i lekki wiaterek”. Jak widzisz, Polacy też robią błędy, zwłaszcza w języku mówionym!

2 myśli do posta “Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma

  1. Najlepsze podcasty, z tych który słuchałam! Pani Agnieszko jest super!
    Dziękuję śliczne!!!
    Na przyszłość czy mogę mieć nadzieje o nagranie przez pani podcasty o historji Polski z lat 80-90? XX wieku )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *